#3 Tylko jedno spojrzenie Harlan Coben

 Tylko jedno spojrzenie
Harlan Coben


tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
tytuł oryginału: Just One Look
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 2005 (data przybliżona)
ISBN: 837359227X
liczba stron: 398
słowa kluczowe: powieść, śledztwo, porwanie
język: polski
Ustabilizowane życie Grace Lawson rozpada się w chwili, gdy na jednej z odbitek odebranych od miejscowego fotografa rozpoznaje swojego męża. Twarz stojącej obok niej dziewczyny jest przekreślona. Fotografia wygląda na zrobioną przed laty. Jakim cudem znalazła się wśród zdjęć rodzinnych? Jack zaprzecza, by miał z nią coś wspólnego. Krótko potem wychodzi z domu i znika. Razem z nim znika także tajemnicza odbitka. Grace rozpoczyna poszukiwania męża, który, jak się okazuje, został porwany. Ktoś grozi jej dzieciom. Grace nie wie, komu może zaufać - wydaje się, że wszyscy jej znajomi i przyjaciele mają coś do ukrycia. Próbuje dotrzeć do prawdy. Trop prowadzi do tragicznych wydarzeń sprzed wielu laty, gdy cudem uszła z życiem ze strzelaniny, jaka wybuchła na koncercie rockowym
Ta oto książka jest przykładem dobrego kryminału. Po pierwsze : ciekawa i wielowątkowa fabuła.
Po drugie : stawiamy wraz z bohaterką wiele znaków zapytania (jak? dlaczego? kto?).
Po trzecie : brak monotonności. Akcja jest wartka i wciąga tak jak powinna. Intrygująca postać Ericka Wu napędza całą historię. Osobiście uważam, że pan Coben znakomicie radzi sobie z tematyką kryminalną, dlatego też, często sięgam po jego książki. Pisze na tyle różnorodnie, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Wracając do "tylko jedno spojrzenie", to w żaden sposób nie jestem zawiedziona tą pozycją. Może zakończenie mnie lekko rozczarowało, bo spodziewałam się "happy endu", ale to nawet lepiej. Sprawia, że czytelnik nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć, a o to przecież chodzi. Stawiam mocną 7!

Fragment

- Musimy porozmawiać w cztery oczy.
- Nie zajmuję się twoją sprawą - powtórzył Scott. Prowadzi ją inny prokurator.
- To nie ma z nią nic wspólnego.
-A ma coś wspólnego ze mną?
Scanlon nachylił się do niego.
- To, co zamierzam ci powiedzieć - rzekł - zmieni całe twoje życie. W tym momencie Scott miał ochotę pogrozić mu palcem i wycedzić: „no, no”. Znał te zagrania złapanych przestępców: mataczenie, próby wywierania nacisku, rozpaczliwe poszukiwania jakiegoś wyjścia z opresji, wybujałe poczucie własnej wartości. Linda Morgan, jakby czytała w  jego myślach, posłała mu ostrzegawcze spojrzenie. Monte Scanlon, powiedziała mu, pracował dla różnych rodzin gangsterskich przez ponad trzydzieści lat. RICO czekała, aż okaże gotowość do współpracy, jak wygłodniały człowiek na otwarcie bufetu. Od chwili aresztowania Scanlon
uporczywie milczał. Aż do tego ranka.
Dlatego Scott znalazł się tutaj.
- Twoja szefowa - rzekł Scanlon, ruchem głowy wskazując Lindę Morgan - ma nadzieję, że będę współpracował.
- I tak dostaniesz zastrzyk - odparła Morgan, wciąż z udawaną nonszalancją. - Cokolwiek
powiesz lub zrobisz i tak tego nie zmieni.<

#2 Gringo wśród dzikich plemion Wojciech Cejrowski

Gringo wśród dzikich plemion
Wojciech Cejrowski
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 216
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wymiary: 14.5 x 21 cm
ISBN: 83-7506-017-8
Uwielbiam styl pana Cejrowskiego. Konkretny, ale przy tym lekki i bardzo przyjemny podczas czytania, czasem ironiczny, ale taka mieszanka mi w zupełności odpowiada. Jestem zachwycona tą pozycją. Wiele fragmentów doprowadzało mnie do głośnego (momentami nawet bardzo) śmiechu...Dalej czytałam z ogromnym zdziwieniem, nie raz zaszokowana tym czego właśnie się dowiaduje. Wspaniała książka. Polecam bo warto. Duża dawka humoru, ciekawych informacji i przede wszystkim nie jest to fikcja literacka.
Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że Czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata. Wojciech Cejrowski zabierze Państwa na wyprawę do ostatnich dzikich plemion.
MRÓWKOŻERCY Tego samego dnia wieczorem Indianie postanowili się zemścić za... poniesione straty. Nałapali kilka garści tak zwanych "czerwonych łbów", mrówek wielkich, jak nieszczęście - dorastają do trzech centymetrów - ale za to zupełnie niegroźnych. Potem je żywcem upiekli, a teraz pałaszowali ze smakiem. - Gringo - zwrócili się do mnie - opowiedz nam o swoim świecie. Jak tam jest? - Ale co konkretnie chcielibyście usłyszeć? - Jecie ludzi? - Jak to, czy jemy ludzi!? W jakim sensie?? - Ustami, zębami, przez gardło do brzucha. Zjadacie ludzi? - Skąd wam to przyszło do głowy? A wy zjadacie? - Nam nie wolno! Tabu. - A Dzicy? - Oni mają te same tabu co my. To nasi bracia. Żadne plemię w tej okolicy nie je ludzi. - No to dlaczego niby ja miałbym jeść? - Słyszeliśmy, że biali jedzą ludzi. - Kto tak mówi? - Najstarsi. Oni pamiętają czasy, kiedy po naszej puszczy kręcili się biali. - A ja słyszałem od moich Najstarszych, że to u was się kiedyś jadało ludzi. - To przez takich jak ty. - Co przez takich jak ja? - Ludzie dowiadują się o nas, że jemy ludzi. - Ode mnie się nie dowiadują. - A co ty im właściwie o nas mówisz, gringo ? Kiedy wracasz do swojego świata na pewno snujesz jakieś Opowieści. - Snuję. - Siadacie wtedy przy ogniskach? - Czasami. Rozpalam ogień w kominie... - ??? - Nie ważne, po prostu rozpalam ogień, siadamy sobie dookoła i zaczynam opowiadać. - O nas? - Tak, o was. - Opowiadasz dobre rzeczy? - Opowiadam wszystko. Tak jak to widziałem. Czasami tylko mylę tropy, żeby tu nie przyjechało więcej białych. - Dlaczego? Biali są źli? - Biali wprawdzie nie jedzą ludzi, ale... pożerają dżunglę. - Nie wszyscy, gringo, ty nie pożerasz. Raczej ona pożera ciebie - po tych słowach Indianie gruchnęli gromkim śmiechem. Gruchnąłem i ja choć nie powinno mi wcale być do śmiechu, a to dlatego, że poddawany byłem właśnie codziennemu poniżającemu obrzędowi iskania z kleszczy. Indianin, który rechotał najgłośniej kucał w tej chwili za moimi plecami i wyskubywał pasożyty z tych miejsc do których nie byłem w stanie sięgnąć samodzielnie. To znaczy ręką sięgałem bez trudu, natomiast wzrokiem nigdy. - No to teraz, gringo, opowiedz nam jedną z tych swoich historii. - O czym? - Na przykład o tym jak spotkałeś pierwszego w życiu Indianina.

1# Czarownice z Salem Falls Jodi Picoult

tłumaczenie: Katarzyna Kasterka
tytuł oryginału: Salem Falls
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: styczeń 2008
ISBN: 978-83-7469-661-6
liczba stron: 488
kategoria: Literatura piękna
język: polski
typ: papier


Po kilku przeczytanych już książkach pani Picoult stawiam jej coraz wyższe wymagania, a ona za każdym razem je spełnia. Niebywałe. Historia jej bardzo ciekawa, pomimo tego, że książka jej dosyć długa, ani przez chwilę nie byłam nią znudzona. Krótkie rozdziały powodowały to, że całość jest dynamiczna. Lubię zajmować swój czas właśnie takimi pozycjami. Czytając ostatnią stronę, dokładnie to ostatnie zdania, miałam oczy szeroko otwarte ze zdziwienia. Bardzo polecam ! 10/10 !




Selkar

About this blog

Czytanie nie boli! W tym miejscu droga osobo, pragnę podzielić się z Tobą tym co mnie mnie przenosi w inny wymiar - a jest to...czytanie.

->Karolina, osoba widywana najczęściej z nosem w książce. A co ona czyta? Zaczynając od horrorów, kończąc na romansach (praktycznie wszystko co wpadnie jej w dłonie). Zaczytana i zasłuchana. Taka ona jest.
Obsługiwane przez usługę Blogger.

p. p.